
Joanna Biszewska, Warszawa
ostatnia aktualizacja: 2010/07/20 15:18
Zabierz kolegów Anglików do Polski na wakacje. Oprócz nadwiślańskich krajobrazów możesz uraczyć ich pysznym obiadem. I wcale nie muszą to być ruskie pierogi i bigos za którymi Anglicy z reguły nie przepadają. Zwiedzając stolicę wskoczycie na „tradycyjnie brytyjskie“ fish 'n‘ chips i każdy poczuje się jak w domu.
Na ulicy Koszykowej 30 znajdziesz bar z szyldem Fish and Chips Traditional British Fast. Serwują tam ryby w panierce, frytki i puree z zielonego groszku. Na stolikach nie stoi keczup lecz ocet słodowy. Warszawski „chippie” nie powinien zawieźć Anglika, można tam oprócz ryby najeść się bekonem sprowadzanym prosto z Wysp, a nawet skosztować peklowanych jajek. Zamieszkali w Warszawie Anglicy wpadają na Koszykową po lunch, a wieczorami stojąc przy barze nad kuflek piwa opowiadają z dumą o tym jak brytyjska ryba z frytkami skropionymi octem podbija serca Polaków.
Dorsz w panierce z kawałki ziemniaków smażonych na głębokim oleju to danie skomponowane przeszło 150 lat temu. W 1858 r. w Oldham John Lees otworzył pierwszy sklepik z fish ‘n’ chips. Od tamtego czasu w Wielkiej Brytanii powstało ponad 11 tys. tego typu miejsc. Ta pożywna, aczkolwiek mało wysublimowana potrawa zrobiła karierę w Australii, Nowej Zelandii, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, a od niedawna można zajadać się nią nad Wisłą. Fish ‘n’ chips na Koszykowej to zaraz po ambasadzie jeden z najbardziej brytyjskich zakątków Warszawy. Dlatego tym trudniej oswoić się z myślą, że ryba w cieście z frytkami nie jest taka brytyjska jak nam się wydaje. Zajmujący się tematem imigracji i przenikania tradycji prof. Panikos Panayi z Laicester ośmielił się obalić brytyjski rodowód fish ‘n’ chips.
W książce „The Spicing Up of English Life“ Panayi twierdzi, że narodowa potrawa Anglików jest wynikiem pomieszania kulinarnych tradycji przywiezionych na Wyspy przez imigrantów. Prof. Panikos z uniwersytetu De Montfront śmiało dowodzi, że gdyby wiktoriańska Anglia nie wpuściła do siebie imigrantów, to nikt nigdy nie usłyszałby o fish ‘n’ chips. To dzięki imigrantom z Francji Anglicy poznali tajniki smażenia frytek, a od społeczności żydowskiej nauczyli się jeść ryby, tak popularne w kuchni koszernej. Pochodzący z imigranckiej rodziny Panayi, syn Maltanki i piekarza z greckiego Cypru głosząc teorie o niebrytyjskim rodowodzie fish ‘n’ chips nie zyskuje sobie wśród Brytyjczyków grona zwolenników. Na początku tego miesiąca w tekście „Pride and prejudice: The Victorian roots of a very British ambivalence” opublikowanym w „The Independent” pozwala sobie na jeszcze więcej złośliwości. W sprawie kulinarnej kreatywności Wyspiarzy zasugerował, że dzięki Francuzom powstały na Wyspach najlepsze restauracje, a gdyby nie wpływy tradycji kulinarnych z całego świata Anglicy nadal jedliby bez smaku i tylko po to, aby nie umrzeć z głodu.








